„Wielka gra” wraca. O polityce międzynarodowej między realizmem a etyką

Debata społeczna „Wielka gra. Nowy paradygmat polityki międzynarodowej”, która odbyła się 26 stycznia 2026 roku we Wrocławiu, była próbą zmierzenia się z jednym z najbardziej palących pytań współczesności: czy obecny kształt ładu międzynarodowego rzeczywiście oznacza wejście w nową epokę, czy raczej powrót do starych, dobrze znanych logik rywalizacji, siły i stref wpływów. Punktem odniesienia dla tej refleksji była katolicka nauka społeczna, konsekwentnie przypominająca, że polityka, także międzynarodowa, nie jest przestrzenią aksjologicznej próżni, lecz obszarem moralnej odpowiedzialności za los narodów i osób.

Już na wstępie uczestnicy debaty zgodzili się, że określenie „nowy paradygmat” bywa mylące. Wiele z obserwowanych dziś procesów, narastająca rywalizacja mocarstw, osłabienie instytucji międzynarodowych, logika odstraszania, która stanowi raczej powrót do realistycznych i neorealistycznych koncepcji stosunków międzynarodowych, znanych od starożytności po XIX wiek. Teza o „końcu historii”, popularna po zakończeniu zimnej wojny, została w praktyce brutalnie zweryfikowana przez bieg wydarzeń.

Szczególną uwagę poświęcono procesowi kształtowania się ładu wielobiegunowego. Okres dominacji Stanów Zjednoczonych po rozpadzie ZSRR nieuchronnie doprowadził do pojawienia się nowych centrów siły, zarówno politycznej, jak i cywilizacyjnej. Przykładem tego zjawiska jest ewolucja państw skupionych wokół formatu BRICS, które coraz wyraźniej artykułują własne aspiracje i odmienne wizje porządku globalnego. W tym kontekście analizowano także motywacje Rosji i Chin, odwołujące się nie tylko do interesów strategicznych, lecz również do narracji historycznych, tożsamościowych i ideologicznych.

Jednym z najmocniej wybrzmiewających wątków debaty był kryzys tożsamości Europy. Prelegenci zwracali uwagę, że kontynent, który przez dziesięciolecia budował swoją pozycję na micie trwałego pokoju i niezawodnych mechanizmów bezpieczeństwa, stanął wobec „terapii szokowej”. Wojna, strach i powrót brutalnej polityki siły obnażyły kruchość europejskiego projektu, pozbawionego dziś spójnej wizji aksjologicznej. Europa jako głęboko zsekularyzowana i zdominowana przez logikę utylitaryzmu, coraz częściej sprawia wrażenie „wydmuszki form”, za którymi nie stoi już jasno określona treść.

W tym miejscu debata wyraźnie weszła na grunt katolickiej nauki społecznej, która od „Pacem in terris” św. Jana XXIII po „Fratelli tutti” papieża Franciszka konsekwentnie sprzeciwia się redukowaniu polityki międzynarodowej do gry interesów. Solidarność, dobro wspólne, godność osoby ludzkiej i prawo naturalne nie są  naiwnymi hasłami, lecz realistycznymi fundamentami trwałego pokoju. Ich odrzucenie prowadzi nie do stabilności, lecz do eskalacji konfliktów i narastającej nieufności między narodami.

Istotnym wątkiem była także różnica aksjologiczna między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Zwracano uwagę, że mimo postępujących napięć i pragmatyzmu amerykańskiej polityki, USA wciąż pozostają nośnikiem określonych wartości, których Europa coraz częściej nie potrafi już artykułować. W tym sensie postulowano, by nie rezygnować z transatlantyckiego sojuszu, traktując go nie tylko jako gwarancję bezpieczeństwa, lecz także jako przestrzeń sporu o fundamenty cywilizacyjne.

Debata nie przyniosła prostych recept ani gotowych scenariuszy. Wyraźnie jednak wybrzmiało przekonanie, że świat nie jest „programowalny”, a dynamika wydarzeń często wymyka się spod kontroli politycznych strategów. Tym większego znaczenia nabiera pytanie o antropologiczne i moralne podstawy polityki międzynarodowej. Bez ich odbudowy „wielka gra” pozostanie jedynie grą strachu, siły i doraźnych interesów.

Spotkanie we Wrocławiu pokazało, że katolicka refleksja społeczna nie jest anachronicznym dodatkiem do geopolityki, lecz potrzebnym językiem opisu świata, który coraz pilniej domaga się sensu, odpowiedzialności i nadziei w relacjach między narodami.